Zamiast kopać w kalendarz

No właśnie zamiast brutalnie używać odnóży do kopania czego- lub kogokolwiek, lepiej podejść do tematu z nieco innej strony, a przede wszystkim z uśmiechem i życzliwością!

Właściwie to nigdy wcześniej nie robiłem “oficjalnego” podsumowania mijającego roku, stąd tym większa ekscytacja towarzysząca temu swoistemu rozliczeniu subiektywnej, przemijającej rzeczywistości.

Okazuje się, że 2015 rok obfitował w wiele ciekawych zdarzeń. A konkretnie zaczęło się już pod koniec stycznia, biegiem, trasą z Dębicy do Odrzykonia. Pierwsza edycja koleżeńskiego biegu pod nazwą Nepomuk Trail.

Pod skałą, gdzieś w Paśmie Jazowej
Pod skałą, gdzieś w Paśmie Jazowej podczas pierwszej edycji Nepomuka

Luty to kontynuacja mocnych i przemyślanych (wedle planu Ortona) treningów, rozpoczętych jeszcze w starym roku.
W marcu dość niespodziewanie wziąłem udział w zawodach na orientację i już wtedy zaliczyłem pierwszą wiosenną kąpiel w rzece…

Właśnie tak
Właśnie tak

Kwiecień stał pod znakiem wyzwań i działań na nowych płaszczyznach. Start w Niepokornym Mnichu, czyli blisko 100 km górskiej przygody. Początkiem kwietnia, jeszcze przed Niepokornym Mnichem, ruszyłem z biegowym projektem spod znaku Być Jak Rarámuri, któremu poświęciłem mnóstwo czasu i włożyłem w niego sporo serca i wysiłku.
Maj to wzmożony wysiłek i ciągłe promowanie projektu na przeróżne sposoby. Niezachwiana wiara w ostateczny sukces zbiórki i walka do ostatniego dnia, mimo problemów zdrowotnych (zatrucie opryskami…). Koniec maja, to koniec marzeń o wyjeździe do Teton. Mimo sporego wsparcia (aż 114 osób uwierzyło we mnie i w mój projekt, dając temu dowód poprzez wpłatę swoich pieniędzy) nie udało się zbrać wymaganych środków, gwarantujących pełne finansowanie przedsięwzięcia. Mimo pozornej porażki, czułem że i tak odniosłem ogromny sukces!
ideowi
W czerwcu nie zwalniałem tempa. Napisałem artykuł do Dzikiego Życia w temacie biegania naturalnego, oraz udzieliłem wywiadu do tejże gazety. Również w czerwcu zacząłem biegać w pięciopalczastych butach!
Lipiec i sierpień to dużo ciepełka i mało komputera. Więcej mnie było w terenie, wszak biegać latem bardzo lubię. Dałem sobie więcej czasu i swobody, łapiąc dystans i świeżość. Mniej też mnie na blogu bywało. Było odkrywanie wyspy Krk i niegasnący zachwyt Jeziorami Plitvickimi! Był festiwal Kultury Wisznuickiej. Był też przykry moment pożegnania z Przyjacielem, który z Karakorum już nie wrócił…

We wrześniu wariactwa ciąg dalszy. Zgłasza się TVN z propozycją wzięcia udziału w castingu do Ugotowanych. Koniec końców, zgadzam się i jakimś cudem kwalifikuję się do programu. Z tajemnicą o mojej wygranej, muszę żyć aż do 22 listopada, czyli do dnia premierowej emisji bieszczadzkiego odcinka, w którym właśnie brałem udział. Cudny czas. Wiele ciekawych, nowo poznanych osób, nowe znajomości i przyjaźnie. Wygrana w programie otwiera nowe możliwości… A pod koniec tego miesiąca, zaliczam jeszcze Zaporowy Maraton, który na stałe wpisuje się do mojego biegowego kalendarza!
Październik zapowiadał się bardzo spokojnie, by finalnie okazać się mocno odjechanym miesiącem. Najpierw absorbujące działania związane z Ultra Łemkowyną, a dalej wizja wylotu na drugi koniec świata, która nieco namieszała w naszej rzeczywistości, tak że końcem października wylądowaliśmy z Anną w Urzędzie Stanu Cywilnego.

No co jest, hajtnęliśmy się własnie!
No co jest, hajtnęliśmy się własnie!

Również w październiku przeczytałem dwie książki Tomka Tomczyka (JasonHunt), które mocno zainspirowały mnie do powrotu na bloga oraz do wzmożonego na nim pisania! Dzięki Jason!

Po wizycie w USC ;)

Po wizycie w USC 😉

Początkiem listopada dostałem propozycję zagrania w teledysku z motywem biegania w tle. Kilka dni później zameldował się u nas Chrisactive i ostro wzięliśmy się do pracy! Listopad to także zakupione bilety do jednego z krajów Ameryki Środkowej, wstawione nowe drzwi wejściowe, dużo emocji związanych z Ugotowanymi, moje urodziny i pies przybłęda-syberian-Śakti, który zostaje z nami! No i wspólny start z Anną w crossowym biegu w Dębicy-był czad!
Grudzień to wzmożonych ruch ukulelowy, bardzo dużo biegania i odliczanie dni do 2 lutego.
Zapowiada się mroźny Sylwester. Dzionek dziś słoneczny i dobrze nastrajający. Błękitne niebo daje nadzieję, że ten szybko nadchodzący Nowy Rok przyniesie ze sobą jeszcze więcej emocji, słońca i niezwykłych wyzwań, ciekawych ludzi, nowych miejsc i morze twórczych okoliczności. 
Dzięki za ten wspólny 2015 rok. Zostań ze mną, bo 2016 zapowiada się naprawdę jeszcze ciekawiej!

Czuj duch!
Gniewko

 

Share This

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

*
*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.