Myśl

Wege, rowery i blady strach

Czyli słów kilka o lękach władzy na przykładzie wypowiedzi ministra Witolda. A wszystko to, gdy emocje już opadły, a sprawa nieco ucichła.

Jak zapewne wiesz, chodzi o stwierdzenie polskiego ministra spraw zagranicznych, którego nazwiska wymieniać nie będę, bo po co chłopu darmową reklamę robić i jeszcze w Sieci pozycjonować.

Pan Witold w wywiadzie dla Bild’a stwierdził:

Poprzedni rząd realizował tam (w mediach) określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami – wyjaśnił szef polskiej dyplomacji.

Słodka nieświadomość Pana Witolda wręcz przeraża. Może temat mieszania się ras i kultur pominę, bo przecież wiadomo nie od dziś, że mało która nacja w Europie, jest tak wymieszana jak nasza. Trwa to nieprzetrwanie od zarania polskiej państwowości, aż po dziś dzień. Niezależnie czy tego chcemy, czy nie.

Wegetarianie i rowerzyści, rzecz wiadoma – zagrożenie samo w sobie. Od bycia wege do bycia homo jest już tylko mały kroczek, a od jazdy na rowerze do zostania eko-terrorystą, który prędzej węgiel zje niż nim w piecu napali,  jest jeszcze bliżej.

A wiadomo, Polska to kraj prawy i sprawiedliwy, wolny od zboków, wykolejeńców i anytkarbonistów. A co najważniejsze, prawdziwy Polak, to wzorowy Katolik, do tego człek nieskalany myślą, bynajmniej nie taką, która by przeczyła tradycji. Z owego modelu obywatela-patrioty rząd jest najbardziej zadowolony.

Dla takiego Polaka, Państwo jest gotowe zrobić wszystko, począwszy od 500 PLN na dziecko, po obowiązkową religię w szkołach, organizowaną  zamiast lekcji muzyki bądź WueFu. To przecież rząd ma myśleć za obywatela, dbać o niego, prowadzić za rękę, wskazując co właściwym jest, a co nie, czasem nawet pomoże też rozróżnić kolory (z przymrużeniem oka).

W wypowiedzi Pana ministra wielu upatruje ataku na wegetarian tudzież rowerzystów, jako jawny przejaw lewactwa (cokolwiek się pod tym pojęciem kryje, wszak teraz wszystko co antypolskie to lewackie!) i odchodzeniu od naszej pięknej tradycji (i znów: cokolwiek to znaczy…).

Maliny-czerwone-jako symbol lewacki

Maliny-czerwone-lewacki symbol

Osobiście jakiegoś zmasowanego ataku tutaj nie dostrzegam. Po prostu, Pan minister w całej swej nieświadomości zwerbalizował coś, co tkwi w podświadomości rządzących, a mówiąc krótko: chodzi o strach!

I nie, oni nie boją się ani wegetarian/wegan, ani rowerzystów, a raczej tego co wymienione ‘grupy’ jako pewien symbol sobą prezentują i jakie niebezpieczeństwo (sic!) dla władzy i kraju niosą. Tak, chodzi o świadomość!

Weźmy takiego wege. Dlaczego nagle przestał jeść mięsiwo? Jakaż to tragedia musiała się w jego życiu zdarzyć, że ni z tego ni z owego porzucił tak piękną i bogatą, polską tradycję, nie tylko kulinarną?
Gdyby jeszcze takim delikwentem targały jedynie względy zdrowotne, pal sześć, ale co jeśli zaniechanie konsumpcji ciał martwych zwierząt jest wynikiem głębszego zastanowienia się nad życiem, światem i naszej roli w tym całym łańcuchu zależności?  O empatii już nie wspomnę.

Do jasnej cholery, jest przecież powiedziane: czyńcie sobie ziemię poddaną!

Co jeśli w wyniku nieskrępowanej myśli, pro zdrowotne efekty diety roślinnej okażą się jedynie skutkiem ubocznym jej stosowania, a człek taki nie dość że myślący niebezpiecznie inaczej, to jeszcze do tego co raz bardziej świadomy i wrażliwy! Dodatkowo jest to kolejny cios w gospodarkę, hodowców, rzeźnie, w tradycję…
Acha, wedle mędrca o nazwisku Sasin (kolega po fachu Pana Witolda), wegetarianizm to nowinka kulturowa, promowana przez UE.
Gwoli ścisłości, początki niejedzenia mięsa datowane są na II tysiąclecie p.n.e.

Rowerem jeździło się od kiedy pamiętam, ba, nawet jeszcze wcześniej. Ale teraz okazuje się, że świadoma jazda na bezsilnikowym dwukołowcu to już atak na tradycję i religię oczywiście. W sumie ma to sens, zwłaszcza w czasach, gdy większość mknie do pracy samochodem w pojedynkę. W większości auta są pięcioosobowe, więc w takim układzie ich możliwości wykorzystywane są jednie w 20%. Rząd zaciera wtedy ręce, bo kasa z paliwowej akcyzy z siłą wodospadu wpada do państwowego skarbca. A przecież podatki, daniny i wszelkiego rodzaju myta stanowią o naszej, jakże bogatej tradycji!

Rower-symbol wywrotowca i wroga tradycji

Rower-symbol wywrotowca i wroga tradycji

Źle się zaczyna dziać wówczas, gdy co rusz samotni kierowcy obierają niebezpieczny kierunek, jakim jest podróż do pracy i z powrotem na rowerze (tym razem nie mam na myśli niebezpieczeństw czyhających na drodze).
Porzucając swe auta na rzecz bicykla, nie dość, że narażają gospodarkę na starty poprzez spadek sprzedaży paliw, to jeszcze taka przesiadka skutkuje poprawą stanu zdrowia i kondycji psychofizycznej owego delikwenta. A przecież służba zdrowia, a raczej służba chorób, funkcjonować musi, a wiadomo, na samych emerytach swego istnienia opierać nie można.

A tak całkiem poważnie.

W przyszłych pokoleniach nadzieja

W przyszłych pokoleniach nadzieja

Najłatwiej steruje się ślepym tłumem, który bezmyślnie podąża za swym przywódcą/przywódcami. Głosy mniejszości im szybciej stłumione, a ich żądania zduszone w zarodku, tym lepiej. Podstawa to nie niepokoić mas. Tłum musi być spokojny, tak by bezpiecznie pozostawał w strefie komfortu narzuconej odgórnie, jak bardzo gówniana by ona nie była. Im lud mniej myśli, tym lepiej dla elit rządzących.

Przykład banalny. Dawnymi czasy Kościół zabraniał czytania Biblii na własną rękę. Dlaczego? Przecież to natchniona księga, każdy powinien mieć dostęp to pisma objawionego, czyż nie?!

Ów zakaz wynikał ze strachu! Otóż, hierarchowie kościelni drżeli na samą myśl, że ciemny lud, przeczytawszy to i owo, nie będzie już tak łatwą, bezbronną i  jednolitą masą do sterowania. Skończą się odpusty, daniny i święte inkwizycje.
Przykazanie pierwsze i najważniejsze-nie pozwolić ludowi myśleć samodzielnie!


Trzeba kontemplować i dużo myśleć. Kto mało myśli, ten dużo traci. 
Leonardo da Vinci

Wiele wskazuje na to, że w  dzisiejszym świecie, rowerzyści i wegetarianie urośli do symbolu świadomych wyborów, dokonywanych przez co raz bardziej światłe społeczeństwo. Taki kierunek zmian, to po prostu lepsza, zdrowsza perspektywa, wykraczająca poza nasze ludzkie, jak bardzo ograniczone ego.

Oczywiście, dla współczesnych rządzących, taka postawa to jawne zagrożenie dla nich i ich porządku świata. 

Wbrew pozorom, tak wiele od nas zależy.

 

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

    %d bloggers like this: