Mrożony Śledzik

Mrożony Śledzik

Mrożony Śledzik albo jak kto woli: nosił śledź razy kilka, ponieśli i śledzia. Bo to jakoś tak szło, prawda?

Kto pamięta moją zeszłoroczną relację z Ultra Śledzia, ten wie, że ta niepozorna rybka dała mi wtedy ostro popalić. Zdemolowana psychika, nogi rozkraczone, i przekleństwo płaskiej drogi.
Krótko mówiąc, zarówno Chuch Puszczy jak i cała trasa biegu, zrobili wszystko co w Ich mocy, aby tamten start został przeze mnie na długo zapamiętany…

Głupim ten, kto wniosków nie wyciąga.

Ale do konkretów. Ultra Śledź AD 2017 okazał się dla mnie doskonałą lekcją nie tylko pokory, ale przede wszystkim pokazał mi moje braki i żałosny wręcz plan treningowy (jak teraz patrzę, na to co wtedy biegałem, to z trenowaniem wiele wspólnego “to to” nie miało).

Stop wymówkom!

A, bo ja jestem z gór, to mnie płaskie strasznie męczy… Tia! Nie ma nic śmieszniejszego (i tragicznego zarazem) jak wymyślanie usprawiedliwień dla swojej miernoty. Być może zbyt surowo do siebie podchodzę, no ale skoro marzy mi się życie “z wyższej półki“, to kto, jak nie ja, ma planować, działać i cisnąć realizację owych celów i marzeń na 108%?

Bądźmy poważni.

Z powagą przychodzi chwila zadumy i chłodna analiza danych. Jak? Ile? Gdzie? Dlaczego? Po co?

Pod górkę jeszcze “jako tako”, z góry elegancko. Po płaskim-el dramatico!

Co do poprawy? Gdzie pocisnąć? Gdzie odpuścić? Od czego zacząć?

Nowe spojrzenie na bieganie. Nowe plany, nowy ja 😉

Po bolesnych doświadczeniach z zeszłorocznego Śledzia, postanowiłem, że mą achillesową piętę (a przypomnę, z pięty akurat nie biegam), przekuję w mój atut, a przynajmniej uczynię wszystko co w mej mocy, aby chociaż o te kilkadziesiąt procent poprawić osiągi w tym zakresie.  (ale o tym, pewnie w osobnym wpisie).

Mrożony Śledzik

Zimno, oj zimno! Godzina 7:30. Bulwary w Supraślu, a ja grzeję maszynę przed startem. Samo to, że robię rozgrzewkę przed biegiem, do tego jeszcze przed ultra, jest już dla mnie taką meganowością, że łapie się mentalnie za głowę, probując uchwycić zmiany, jakie dokonały się w mym biegowym życiu w przeciągu zaledwie kilku miesięcy!

Mierz siły na zamiary… ale plan miej ambitny!

Punkt ósma idziemy w tan! Pierwszy kilometr ucieka jak z bicza strzelił. Tempo 4:15/km, czyli ździebko szybciej niż średnie tempo jakie sobie na ten bieg zakładam! Ale co tam, jak jest płasko i twardo, to korzystać trzeba. Wszak później przyjdą podbiegi i niewygodne ścieżki po zamarzniętych mokradłach, gdzie prędkość z pewnością spadnie.

Ultra Śledź-start

Na drugim kilometrze oglądam się za siebie, a tam już żywej duszy. Ale jak to? Przede mną za to wciąż migoczą sylwetki dwóch harpaganów, którzy widać, że wiedzą co robią. Na czele Arek Ostaszewski, czyli zwycięzca zeszłorocznej edycji. Gość, który ostatni maraton w Rzeszowie ukończył na 5 miejscu z czasem 2:35!! Tuż zanim biegnie Tobiasz, który też ma plan na pudło, i zapewne na poprawę swego wyniku sprzed roku.

Niech biegną, niech lecą! W tej chwili, najważniejsze dla mnie, to trzymać się planu, a reszta się sama ułoży!

Jestem trzeci. Co prawda samotność długodystansowca to na zawodach chleb powszedni, jednak nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się tak szybko zostać ‘samemu’.

Zwłaszcza ten brak odczuwalnego  oddechu na plecach budzi me zaciekawienie, które rodzi też pewne wątpliwości: czy dam radę utrzymać założone tempo na calej trasie, a co, jeśli ktoś z tyłu stawki dopiero się rozgrzewa i nabiera prędkości, i za 10 czy 20 km dojdzie mnie i wyprzedzi?

Ultra Śledź

Zamiast oglądać się za siebie, wejrzyj w głąb siebie, wsłuchaj się w oddech i rytm stawianych kroków.

Tak też robię. Skupiam się na oddechu i na pracy, którą mam do wykonania. Co jakiś czas zerkam na zegarek, patrząc czy wciąż mieszczę się w założonym tempie. Jest zadziwiająco dobrze! Jeśli tylko utrzymam swój rytm biegu, to po prostu nie będzie technicznej możliwości, aby ktoś mnie mógł wyprzedzić. A zresztą, nawet jeśli będzie próbował, nie pozwolę na to!

Od 20 kilometra zaczynam wymijać osoby z 80+, które wyruszyły w puszczę 2 godziny przed nami. Z zamarzniętą szczeną pozdrawiam ich ciepłym słowem i zagrzewam do dalszej walki. A oni bardzo często odwzajemniają się tym samym.

Ultra Śledź-podejście

Mrożony Śledzik

… a nawet dwa, a konkretnie to flaski, z których od 12 kilometra nie daje się normalnie pić. A pić się chce! Niestety, jest zimno i mróz (około -12°C) nie ma litości nawet dla elektrolitów #Nuun.

Całe szczęście żele, które mam ze sobą, konsystencję wciąż mają odpowiednią. Pilnuję dorzucania odpowiednich kalorii do pieca, bo przy takim wysiłku i w takich warunkach atmosferycznych, jeść trzeba nieco częściej. A że na punktach zatrzymuję się tylko na herbatę, to poprawne odżywienie składam w ręce Huma Gel. Są wegańskie, do tego wyprodukowane z całkowicie naturalnych składników, bez sztucznych dodatków i ulepszaczy. A co najważniejsze, działają!

Ultra Śledź-prowiant

Tracę łączność.

Biegnę i czuję jak zamarza mi mózg (nie ma śmiacia!). Czuję, że coś dziwnego dzieje się z moją głową. Co raz trudniej jest mi utrzymać powieki w pozycji rozwartej, tak jakby również i one zaczynały zamarzać. Pojawia się przemożna chęć zaśnięcia! Biegnę co raz wolniej…

WTF!? Przez moment myślę nawet o zejściu z trasy w punkcie zlokalizowanym w Królowym Moście, do którego mam jeszcze jakieś 10 km! Wiadomo, zdrowie zawsze na pierwszym miejscu!

No nic, teraz najważniejsze to nie stanąć! Trzeba biec, trzeba się ruszać, aby przypadkiem nie doprowadzić do wychłodzenia organizmu. Nagle wpadam na pomysł założenia dodatkowej warstwy na głowę. Całe szczęście kurtka, którą mam od Jamesa posiada zgrabny kaptur doskonale chroniący od zimnego, przenikliwego wiatru, dującego na otwartych odcinkach trasy.

Coś się zmienia.

Kaptur okazuje się zbawiennym zagraniem! Mózg zaczyna nabierać odpowiedniej ciepłoty, a zwoje zaczynają normalną komunikację. Chęć na drzemkę odchodzi w niepamięć tak samo, jak problem opadających powiek.

Metę czuć już nosem

Po 40 kilometrze co kilkanaście minut zwalniam i przechodzę  do żwawego marszu. Bowiem tylko wtedy jestem w stanie odkręcić ustnik bidonu, tak by wycisnąć ze zmarzniętej mazi choć kilka kropel odżywczego napoju.

Ultra Śledź-piękne widoki

54 kilometr! I oto znów jestem na supraślańskich bulwarach, na który chwilę temu robiłem rozgrzewkę.

Jest i Szachrajka, która zagrzewa na ostatnich metrach, cyka fotki i podaje flagę Kostaryki. Jeszcze 500 m i po robocie! Pomimo przemożnego zimna, sopli na brodzie i zamarzniętej szczęki, wewnątrz czuję wzbierającą falę gorąca, na której surfują uśmiech, radość, szczęście i zadowolenie.

Mrożony Śledzik

Co cię nie zabije, to cię wzmocni… pod warunkiem, że jesteś otwarty na wyciąganie właściwych wniosków, a co najważniejsze na zmiany, jakie w ślad za wnioskami pójść powinny.

Jeszcze chwila i tonę w objęciach Ojców Dyrektorów Śledziowego Biegu! Są uściski dłoni, gratulacje, para z ust i Chuch Puszczy (który gdzieś się zapodziewa chwilę potem).

Na metę wpadam trzeci, z czasem: 4:39:30, co daje średnie tempo 5:03/km na dystansie 55 km!

Panowie przede mną przeszli (a raczej przebiegli) samych siebie, poprawiając swoje zeszłoroczne osiągnięcia! Chapeau bas!

Fot. GONZO – posiłek na mecie

Z minusa w plus

Dawno, dawno temu, pewna polska marka miała takie motto z minusem i plusem w roli głównej.

Czas nieco je zmodyfikować i zakląć w nową formułę: Czy plus czy minus, zawsze na plus!

W ujęciu śledziowych zmagań, ów minus można rozpatrywać z różnych stron. Niemniej, pozostawiając odniesienia do temperatury jaka panowała na zewnątrz przed, w trakcie i po zawodach, wolę skupić się na przekuwaniu swoich słabych (słabszych) stron na coś pozytywnego, na plus!

Fot. GONZO – podium

Odrobiona lekcja.

W tym roku nie potrzebowałem już żadnych wymówek dla swej słabości. Obyło się bez tekstów o chłopie z gór, i płaskim przekleństwie. Była za to radość w trakcie biegu i ogromna satysfakcja na mecie.

PS Zarówno nawodnienie Nuun jaki i Huma Gel testowałem wcześniej na treningach, stąd miałem pewność, że razem damy sobie radę na trasie Ultra Śledzia. Dodam też, że polski dystrybutor tych specyfików postanowił wspierać nasz Monk Sandals Team, dzięki czemu zarówno na treningach jak i zawodach dobrze jemy i pijemy 🙂

Share This