Playa Manuel Antonio #OperacjaKostaryka

Znaczy się tyle, że nasze poranne założenia szybko zweryfikowała rzeczywistość i zamiast kierować się w stronę wulkanu Irazu pomknęliśmy na południe, ku wodom Pacyfiku.

Park Narodowy Manuel Antonio.

Udało znaleźć się kwartirkę jakieś 300 m od wejścia do parku i w podobnej odległości do plaży. A ta, jest po prostu cudna!

Piasek, palmy, w delikatny łuk zamknięte wybrzeże, porośnięte bujną roślinnością. Woda niczym zupka, z której wychodzić ani myślisz. Body surfing i ciągłe czyhanie na właściwą falę, która poniesie cię na swych bałwanach aż na mieliznę. Czasem zdarzy się i taka, która za wszelką cenę będzie chciała cię przemielić, wbijając z ogromnym impetem w dno. No ale to przecież część wpisana w tą zabawę 😉

Ogromne drzewo, które już za życia jest siedliskiem dla innych żywych istot
Ogromne drzewo, które już za życia jest siedliskiem dla innych żywych istot

Od wczoraj jedziemy na tradycyjnym, lokalnym paliwie, czyli czerwona fasola z ryżem.

Cudnym orzeźwieniem jest woda kokosowa, ze świeżych orzechów, które sprzedawca trzyma w ogromnym, styropianowym pudle, wypełnionym lodem. Na twoich oczach za pomocą perfekcyjnie naostrzonej maczety przysposabia go do spożycia. Na samym końcu wsuwa weń rurkę, którą zasysasz orzeźwiający, naturalny izotonik.

Chłopaki 'na kielichu'
Chłopaki ‘na kielichu’

PS Słonko praży po całości!

Share This