Dobrodziejstwa pieca

Do niewątpliwych uroków wiejskiego życia z całą pewnością zaliczam piec kaflowy i jego dobrodziejstwo.

Jak wiadomo, życie to nie tylko bieganie, bo żeby biegać trzeba też wykonywać masę innych czynności, w tym również gotować (co ja akurat robić uwielbiam!).

A gdy się w takim kaflowym piecu już ogień zapali, to trzeba ten czas wykorzystać maksymalnie!

ogień!
ogień!

Płyta jest w stanie pomieścić kilka garnków naraz, dzięki temu mogę gotować dużo i różniście, ba mogę nawet piec w tym samym czasie (bo ów piec ma wbudowany ‘piekarnik’).

chleb
świeżo pieczony chleb

Namoczona ciecierzyca, swoim tempem dochodzi do stanu używalności (czyt. gotuje się), a w tak zwanym międzyczasie tyle co zebrana pokrzywa ‘dusi się’ w raz z czerwoną papryką na bogatej masali.

cieciorka 'dochodzi'
cieciorka ‘dochodzi’
pokrzywa plus czerwona papryka
pokrzywa plus czerwona papryka

W kolejnym garze gotuje się ‘roztwór’, który za minut kilka, po przecedzeniu na sitku stanie się domowej roboty mlekiem sojowym (nazwa umowna), a resztę z jego produkcji wykorzystam (ale to już jutro), albo do produkcji pasztetu roślinnego, albo do wypieku ciasteczek 😀

okara (na sitku) i świeże mleko sojowe (choć jak kto woli-napój)
okara (na sitku) i świeże mleko sojowe (choć jak kto woli-napój)

A wspomniana powyżej cieciorka w szpinaku (pokrzywowym) wygląda mniej więcej tak:

gotowy 'szpinak' z cieciorką
gotowy ‘szpinak’ z cieciorką

P.S.

Cieciorki nie wrzuciłem całej do szpinaku-uratowana część skończy jutro jako humus 😉

Ahoj!

Share This