Brudne ultra

Brud brudowi nie równy. Biegi ultra, mimo iż częstokroć rozgrywane w błotnistych okolicznościach jawiły się  większości jako imprezy, te etykietą czyste. Jednak określenie brudne ultra co raz częściej zaczyna przybierać realne ramy, przez co pierwotny duch ultrarunning’u sprowadzany jest do parteru. Niestety!

Mą ogromną radość płynącą z truchtania po bieszczadzkich szlakach, co jakiś czas zakłócali dziwni ludzie. Biegli w parach, choć na pary nie wyglądali. Cóż z tego, że mieli takie same koszulki, czapki czy nawet getry, skoro i tak byli sobie obcy. Co jakiś czas, jeden drugiemu złowrogą kurwą zajechał. Bez ceregieli, bez poczucia wstydu.

Zaraz potem, drugi prosi pierwszego o wyciągnięcie żelu energetycznego z plecaka. Cały czas są w pędzie, i ten który usłużnie zapragnął życzenie swego kompana spełnić, ryzykując potknięcie o sterczący kamor czy gałąź wydobył z rugzakowych czeluści kolegi nieszczęsny żel.
Obdarowany jegomość, widząc, że żel nie ten, o który prosił, zrugał biednego partnera, zaklinając bieszczadzką aurę kolejną porcją kurew. No przecież już piąty raz mu tłumaczy, że ów żel pożądania, wygląda tak, a nie tak, jak ten, którym go właśnie uraczono.

Powietrze robi się co raz gorętsze, i to nie za sprawą miotającego promieniami słońca.

Wraz z mym druhem, omijamy szerokim łukiem (na tyle ile wąska ścieżka pozwala) tych ludzi i ich przedziwną historię. Nie wyobrażam sobie, żebym miał biec w parze z kimś, kto nie ma za grosz szacunku do siebie samego, a przez to również do innych!

Biegniemy górskim szlakiem. Dół, góra, góra, dół. Czasem zdarzy się lekkie wypłaszczenie, które pozwala nieco innym mięśniom trochę bardziej popracować.

Co jakiś czas zza pleców dobiegają odgłosy rozbawionych panów, których zachowanie bardziej podblokowej żulerni przystoi, aniżeli osobom szukających kontaktu z naturą. Nie dość, że są głośni, to do tego jeszcze wulgarni.

O, wyprzedzają nas?! Całe szczęście! Wreszcie będzie trochę spokoju…

Przyznaję, że dziś podejścia wchodzą mi nadzwyczaj gładko. Może zabrzmi to nieco górnolotnie, ale ja na nich dosłownie odpoczywam, a przy tym  podziwiam piękne widoki. W połowie mocnego podejścia dopadam do kilku panów, którzy strasznie sklinają swoje położenie. Rozumiem, zmęczenie, ciepło, daleko do domu. Zrozumiałbym też, gdyby to cierpienie przeżywali bardziej w sobie, z pokorą wciąż prąc do przodu, pod Paportną. Zdaje się jednak, że nic tak nie podnosi rangi twego tytanicznego wysiłku i cierpienia, jak przecedzona przez zęby, cierpka jak piołun wiązka: pierdolone podejście, kurwa!

Gdy do mety było już tak blisko…

Jakieś 7 km przed metą, dopadliśmy parę dziewczyn z żurnala, które kilka godzin wcześniej wyprzedziły nas przed 49 km trasy.

Teraz szły jakby bez życia, blisko siebie, a ich smukłe i giętkie nogi zdawały się mieć już totalnie dość.  Wyglądały na mocno odcięte, bezsilne. Jedna z panien zapytała o to, jak daleko jeszcze do mety. Uprzejmie podzieliłem się tym, co wtedy w temacie wiedziałem. Pomału biegnąc, zaczęliśmy się spokojnie od nich oddalać. Jeszcze przez dłuższą chwilę słyszałem, jak zadają pytanie o metę, kolejnym parom, które je mijały

Do finiszu zostało nam może jeszcze jakieś 1,5 km. Nagle, ni z tego, ni z owego, mijają nas żurnalówki! Patrzę na kompana, który też właśnie je zauważył! Wow! Myślimy sobie głośno: mają dziewczyny powera! Odrodziły się, ściana puściła i gnają do mety. Szacun, podziw i…

Zaraz, zaraz! Ale metr przed nimi leci koleś, który je nakręca, motywuje! Patrzymy po sobie, bo chyba coś tu nie gra. Sekundę później, mija nas ledwo toczący się grubasek z biegowym plecakiem w dłoni. A to ciekawe!

Mój sokoli wzrok ponownie skierował się na odrodzone panienki i koleżkę, który z nimi biegnie, i który też trzyma plecak! No dobra! Tego już za wiele! Kolesie przejęli sprzęt dziewczyn, tym samym, mocno je na ostatnich kilometrach odciążając!! Co ciekawe, nie tylko my na to nieregulaminowe zachowanie zwróciliśmy uwagę. Wiele par nie kryło swego oburzenia, żeby nie określić tego dosadniej!

Niestety nie znaliśmy numerów tego team’u, a potem, na mecie nie sposób było je odnaleźć…

Brudne ultra, to niestety co raz częstsze przypadki zachowań urągającym jakimkolwiek normom. A to tylko część zdarzeń wyłapanych w trakcie jednych zawodów.

Do tego dochodzi odrażające śmiecenie (bo przecież tubka bez żelu waży 500 razy więcej niż z żelem, więc nie będzie jej taki delikwent ze sobą dźwigał, tylko ryps w krzaki, albo pod nogi), oszukiwanie na trasach (ścinanie, podwózki, etc.).

A to, o czym piszę, nie przynależy jedynie biegom ultra…

Share This