Zboki na trybunach

Weekend, ach weekend!

To będą iście sportowe dwa dni. Bo pomijając już rozgrywki Ekstraklasy i wyczyny skoczków, to dzisiaj dla odmiany wybieramy się na męską siatkówkę lokalnych Karpat, a w niedzielę wraz z bratem i ojczulkiem mkniemy na ich ukochaną Asseco Resovię.

Po naszej pierwszej wizycie na hali Karpat, gdzie obserwowaliśmy zmagania kobiet pod siatką, przeczytałem, że na ‚kobiecą siatkówkę chodzą tylko zboczeńcy’! W sumie trochę dziwne to stwierdzenie, zważywszy na fakt, że prawomyślnie i zgodnie z dekalogiem, to właśnie panowie powinni interesować się paniami, a panie panami. Zatem cóż zdrożnego jest w oglądaniu przez publikę (jednak w większości płci męskiej) zawodów z udziałem siatkarek? Toć właśnie, takie imprezy sportowe powinny być szeroko, wśród mężczyzn promowane!

Jednakże, idąc tokiem prawilnego rozumowania, budowanego na mitologii chrześcijańskiej, to właśnie chodzenie ‚na siatkarzy’ winno być zakazane, jako nieobyczajne, zwyrodniałe i plugawe! Bo nie godzi się, aby żądni emocji fani (nie fanki!) obserwowali zmagania panów, którzy co rusz przebywając na parkiecie prężą się i gną, to koszulkę podwijają niby to ocierając pot z czoła, a naprawdę odkrywając muskulaturę swych ciał, wodząc widza na zgorszenie, a może pokuszenie!

Gdzieś dzwonią!
Gdzieś dzwonią!

Świadomość, to słowo klucz, wytrych otwierający oczy, wskazujący kierunek ku szerszej perspektywie. Bez niej, bez dystansu, pozostaniemy jedynie zaszufladkowanymi zbokami na trybunie X,  meczu, w którym gramy na pozycji libero. Zmień szkła w okularach, inaczej nigdy nie wyjdziesz poza obręb studni Dr Żaby, przypisany do jakiegoś miejsca, kraju czy wyznania, zestarzejesz się, pochorujesz i umrzesz zapomniany.

To nie świat jest popieprzony, a ludzie którzy go kreują. Zero – jedynkowe – myślenie, czarno – biała – rzeczywistość. A gdzie podziały się kolory czy nawet odcienie szarości? Cóż stało się z ułamkami, liczbą Pi, nie mówiąc już o kwantach?

Mayday! Mayday! My Day!

 

Share This