Piłka łączy ludzi #OK

Dwie noce za nami. Całe szczęście wiatr co raz mniej daje się we znaki, stąd i sen mniej przerywany jest.

Wczoraj obeszliśmy Madhuwan z kliku stron, choć i tak, wciąż jest kilka miejsc, których jestem ogromnie ciekaw jak teraz wyglądają.

Po obiedzie zebraliśmy się w drogę do pobliskiego wodospoadu, co by się nieco ochłodzić a przy okazji poobserowować lokalną przyrodę.

Sucho!
Sucho!

Pora sucha daje się we znaki. Nie dziwne, że prowincja Guanacaste często określana jest mianem Sahary Kostaryki.

Stąd nawet wodospad, który miałem w pamięci, wczoraj wyglądał bardzo niepozornie, żeby nie powiedzieć, że nieco wysechł.

Wodospad jest chociaż go  nie ma
Wodospad jest chociaż go nie ma

W drodze powrotnej zaszliśmy do Las Juntas. To tam stawiałem swoje piłkarskie kroki na kostarykańskiej ziemi. Dobry los chciał, że na zacienionym fragmencie boiska dwójka Ticos kopała piłkę.

Postanowiłem podejść bliżej, by uważniej przyjrzeć się sylwetce jednego z nich. Moje przeczucie mnie nie zawiodło, a oczy tylko potwierdziły przypuszczenia. Oto Ricardo, zwany również Cholo, na bosaka, pyka w piłkę z chłopaczkiem z korkami na stopach. Trochę nieśmiało, ruszyłem w kierunku Chola, i z wielkim uśmiechem na cyferblacie zagadnąłem go serdecznym Hola! Odpowiedział tym samym, jednak nie do końca zdając sobie sprawę, któż go zagadnął. Wtedy wyskoczyłem z tekstem, o bramkarzu który grał w Deportivo jakieś 8 lat temu. Więcej mówić nie musiałem, choć mimo to, mina ogromnego zdziwienia zdawła się nie schodzić z twarzchy Ricardo. Biedny, nie mógł uwierzyć, że ostatni raz widzieliśmy się przeszło 8 lat temu!
Korzystając z okazji, przedstawiłem mu Annę, czyli moją esposę oraz Pawła, dodając że ten, też w gałę characze!

3 na 3!
3 na 3!

Kilka sekund później Cholo szybko się oddalił, na odchodne mówiąc mówiąc coś o butach. Po niespełna minucie był z powrotem i zakładał korki w międzyczasie zadając retoryczne pytanie, czy zagramy 3 na 3!

No i zagraliśmy!

Share This