Ostrożnie z marzeniami #OK

Kiedyś zamarzyła mi się jazda pickupem, na pace, do tego najlepiej w ciepłych okolicznościach przyrody. Wczoraj, również i to, pocieszne pragnienie miało okazję się ziścić i to nawet dwukrotnie!

Niebo o 4 na ranem
Niebo o 4 nad ranem

Można by rzec, że płynąc wraz z nurtem klasztornego życia co raz lepiej czujemy jego atmosferę, dając się ponieść refleksyjnemu nastrojowi skłaniającemu do zmiany pola widzenia i bardziej świadomego życia.

Zmierzając do naszych kwater, tuż po porannym arati, zadecydowaliśmy wspólnie, że nadeszła odpowiednia pora aby pożegnać się z oceanem.

Ceremonia arati
Ceremonia arati

Aby nie angażować bez potrzeby klasztornego pojazdu do realizacji naszych zachcianek, postanowiliśmy przedreptać drogą prowadzącą z góry, na której leży Madhuwan, do Belen, czyli wioski położonej przy głównej szosie, prowadzącej do Samary.

Ranek, mimo iż dość wczesny, zbytnio rześki nie był, więc już po drodze słońce zdrowo nas przypiekało.

W Belen, próbowaliśmy doczekać się lokalnego PKSu, jednak ten, jak na złość ani myślał nadjechać. Całe szczęście, niepozornie wyglądający pickup, z otwartą i pustą paką zatrzymał się, dając wyraźny sygnał do wejścia na pokład. Znaczy się, że nie dość, że jedziemy bezpośrednio do plaży w Samarze, to jeszcze w takich, wymarzonych warunkach!

Świat z paki
Świat z paki

Przyznać muszę, że taki sposób podróżowania przypadł całej naszej trójce do gustu, i właściwie tak możemy podróżować po Kostaryce bez końca. No, może do Monteverde tak bym jednak nie pojechał 😉

Pożegnanie Pacyfikiem było długie i serdeczne. Trafiło się mnóstwo fal, idealnych do body surffingu, do tego cała fura błękitnego nieba i ocean słońca. Nisko latające pelikany, papuga i wiewiórka, z którą mieliśmy się okazję bliżej poznać…

Pomału zaczynamy snuć plany jak tutaj wrócić w porze deszczowej!

Share This