Niepokorny Jim

Niepokorny Jim

Gdy jeszcze kilka lat temu, dość niepozorny z wyglądu gość, chudy, o tyczkowatych nogach, z kręconymi włosami, Jim Walmsley rzucił odważną deklarację zamiaru pobicia rekordu trasy kultowego WSER100, większość po prostu pukała się w czoła. Byli też tacy, którzy z ogromym zaciekawieniem zaczęli przyglądać się poczynaniom owego, butnego młodzieńca. Wszak niecodziennie słyszy się tak precyzyjnie i tak dobitnie wyartykułowany cel: pobić i tak już bardzo mocno wyśrubowany rekord trasy!

Gwoli małego wyjaśnienia. WSER100, czyli Western States Endurance Race 100, to biegowe zawody rozgrywane w Kalifornii, rokrocznie na tej samej, stumilowej trasie, prowadzącej od Squaw Walley aż do Auburn. Pierwotnie była to impreza dla cowboy’ów, ścigających się konno. Jednak pewnego dnia, koń jednego z jeźdźców zaniemógł, a on sam postanowił ukończyć zawody po prostu biegnąc. Następnego roku zjawił się na linii startowej pośród jeźdźców na koniach, próbując zmierzyć się z nimi, z trasą oraz z limitem biegnąc od samego początku. Tym KIMŚ był Gordy Ainsleigh. I tak (w telegraficznym skrócie) zrodziła się współczesna historia WSER100.

Dotychczasowy rekord tej stumilowej trasy (ok. 161 km) został ustanowiony przez Timothiego Olsona w 2012 roku i wynosił 14 godzin i 46 minut, co, biorąc pod uwagę ponad 5000 m przewyższenia samo w sobie jest dosyć kosmicznym osiągnięciem. 

Na trasie WSER100, poza odległością oraz przewyższeniami (które same w sobie aż tak duże nie są) kluczowym czynnikiem są również warunki atmosferyczne. Lejący się nieustannie żar z nieba, wysokie temperatury (rzędu 40 stopni C i więcej), suche powietrze czy wysokość n.p.m. (zwłaszcza w pierwszej połowie trasy) stanowią nie lada wyzwanie.

Przy pierwszym podejściu w 2015 roku Jim był bliski osiągnięcia swego niewiarygodnego celu. Jednak na kilkanaście mil przed metą pomylił drogę i nie zdołał obronić zaliczki, jaką udało mu się wypracować na wcześniejszych etapach wyścigu.

Niepokorny Jim

Pomnym swego błędu, który nie tylko kosztował go brak ustanowienia nowego rekordu trasy, ale również miejsca na pudle, już rok później Jim ponownie stanął na starcie Western States, podejmując tym samym drugą próbę realizacji swojego marzenia.

Od samego początku wszystko szło jak z płatka. Na każdym kolejnym punkcie Jim stawiał się szybciej w porównaniu do międzyczasów jakie na tych samych odcinkach w 2012 uzyskiwał Tim Olson. Jednak w pewnym momencie zaczęły pojawiać się problemy żołądkowe, które koniec końców wykluczyły Jima z dalszej rywalizacji. Kolejne, mogłoby się zdawać nieudane podejście, za to kolejna bezcenna lekcja i wnioski z niej płynące…

WSER100 rok 2018! W dolinie Squaw Walley ponownie melduje się Jim, by po raz kolejny rzucić wyzwanie nie tylko trasie, nie tylko rekordowi należącemu do Tima Olsona, ale przede wszystkim samemu sobie. Uśmiechnięty, wyluzowany, a jednocześnie niesamowicie skupiony na zadaniu, które ma do wykonania. 

A na starcie, oprócz niego stawia się cała śmietanka światowego ultra. Jednak Jim nie jest tu po to, by rywalizować z kimkolwiek spośród tych wspaniałych zawodników. Jest tylko on, trasa i rekord.

Śledząc relację w internecie nie sposób pominąć opisy Jima wbiegającego na kolejne punkty. 

„(…) Zrelaksowany i w dobrym nastroju. Na 55,7 mili wciąż na prowadzeniu i wciąż 16 minut poniżej rekordu trasy”

„(…) 61,5 mili. Jim biegnie 18 minut poniżej rekordu trasy. Wygląda bardzo dobrze”

„(…) Przeprawa przez rzekę. 78 mila. Jim jest 26 minut poniżej rekordu. Wygląda na silnego. Całkowicie pogrążony w tym, co robi”

Na zdjęciach co rusz przewija się twarz Jima. Jest uśmiechnięty i niesamowicie skupiony.

Krasna. 1:00 w nocy czasu polskiego.

Wciąż na wpół przytomny sięgam po iPada. Odpalam stronę z relacją by sprawdzić jak radzi sobie Jim. W poprzednich latach też mu świetnie szło, po czym zaczynały się dziać rzeczy nieprzewidziane, i na kilkanaście mil przed metą Jim wypadał z gry o wszystko. Wszak, on tylko w takich grach bierze udział…

Po raz trzeci przecieram oczy ze zdziwienia, bo aż trudno uwierzyć, że jego przewaga nad drugim zawodnikiem Francois Dhaene wzrosła już do ponad 40 minut! Gorączkowo scrolluję Tweeterowy feed iRunfar by doczytać w jakim stanie Jim pojawiał się na punktach wtedy, gdy ja smacznie spałem. Wszystko wskazuje na to, że jest bardzo dobrze. Nie mogę zasnąć. Zamykam jednak oczy, a całą mą  świadomość przenoszę na trasę Western States i biegnę razem z Jimem!

Sam z siebie budzę się ponownie. Jest godzina 4:28 czasu polskiego. Dla Jima to już ponad 14 h szaleńczego, biegowego transu. Ponownie sięgam po iPada i spoglądam na wyniki. Jim prze do przodu jak szalony!

Tweeter sygnalizuje zmianę statusu użytkownika iRunFar:

za kilka chwil rozpoczniemy transmisję LIVE! Jim powinien się zaraz zameldować na mecie!

Odpalam relację na Fejsie, a chwilę potem na metę wpada Jim Walmsley z rewelacyjnym rekordem trasy 14:30:06!

Fot. iRunFar
Fot. iRunFar

Sportowy wynik jaki osiągnął Jim zdaje się być wyczynem z zupełnie innej, dość odległej galaktyki.

Jednak to, co według mnie zasługuje na jeszcze większe uznanie, to upór, determinacja oraz zadedykowanie z jakim Jim oddał się bez reszty, tylko po to, by osiągnąć swój cel. Do tego z uśmiechem na ustach i radością płynącą z drogi, jaka go do osiągnięcia owego celu prowadziła.

Share This