Nie jestem gringo! #2

Kontynuacja moich zapisków z 2008 roku. Ciąg dalszy wpisu  Nie jestem gringo! #1

Nie szarżując nadto, dotarłem w końcu  do publicznej drogi asfaltowej. Zaparkowałem na poboczu. Wysiadłem z auta by zmienić przełożenie kół  z 4×4 na 4×2. Teraz w zupełności wystarczy mi już napęd na dwa koła! Gdy  wsiadałem spowrotem do kabiny, tak zwanym kątem oka spostrzegłem jednego z lokalsów, który  stoi i czeka prawdopodobnie  na autobus. Jak się szybko okazało, on mnie również dostrzegł, i widząc, że jeszcze nie ruszyłem, podszedł żwawym krokiem i zagaił, czy aby przypadkiem nie jadę  w kierunku Nicoyi. Z uśmiechem odparłem, że tam właśnie zmierzam, i że jeśli chce to mogę go kawałek podrzucić. No problem!
Mężczyzna wielce uradowany  zapakował swój bagaż do samochodu (jak się później okazało, było to raptem 40 kg ryżu) po czym ruszyliśmy w kierunku Nicoyi. Zaczęła się rozmowa. Pomyślałem, że fajnie, bo to idealny moment aby popracować nad moim hiszpańskim. Bo co jak co, ale języków najlepiej uczyć się właśnie w takich sytuacjach, na żywo!

Guruniszta, mój fiński kompan wraz z lokalsami przy wodospadzie
Guruniszta, mój fiński kompan wraz z lokalsami przy wodospadzie

Gdy ten uprzejmy jegomość zlokalizował miejsce mego  kostarykańskiego bytowania, ożywił się jeszcze bardziej, wprowadzając konwersację na wyższy poziom, wypytując o życie na naszej fince (farmie), o zwierzęta, o ryż, o porę deszczową.  Wielokrotnie podkreślał walory  naszej posiadłości (co znaczyć musi, chłop bywał tam nie raz), zwłaszcza piękne widoki, przyrodę i świeże powietrze. W pewnym momencie, podczas naszej rozmowy padło słowo gringo.
Zawsze myślałem, że tym mianem ticos (tak siebie nazywają Kostarykanie), określają wszystkich białych, a zwłaszcza turystów, którzy przyjeżdżają na Kostarykę.  Jednak ów dżentelmen, zapytany przeze mnie, jak to naprawdę z tymi  gringo jest,  rychło udzielił mi wyjaśnienia.

Otóż, jak się okazuje gringo to osoba z Ameryki Północnej, głównie z USA (chociaż z tego co się dało odczuć, praktycznie tylko z USA).  Zaciekawiony owym oznajmieniem, postanowiłem nieco bardziej podrążyć temat, i bez większych ceregieli oznajmiłem, że jestem z Polski, czekając niecierpliwie na reakcję mego rozmówcy. Widząc jego zawahanie, zapytałem wprost, czy według niego to jestem tym gringo czy jednak nie. Na to  konkretne pytanie mój autostopowicz odparł znów błyskawicznie, jasno dając do zrozumienia, że NIE, nie jestem gringo!

Występ przed sklepem, przy okazji turnieju w piłkę o puchar wójta
Występ przed sklepem, przy okazji turnieju w piłkę o puchar wójta

Brzmi super, nawet jeśli jest to tylko półprawda, bo mogłem coś źle zrozumieć, niemniej ciesze się, że nie jestem gringo. Ta radość płynie chyba z tego, że dziwnym trafem, to właśnie Kostaryka, tutejsi ludzie, klimat i wszystko wokół wydaje mi się znajome, żywe, prawdziwe i takie moje, że czuję się tutaj jak w domu. I może,  właśnie to osobliwe utożsamiania się z tym miejscem, ludźmi i ich historią napawa mnie nieznanym lękiem przed byciem nazwanym gringo!

Co będzie dalej z mną i z moją nową ojczyzną? Czas pokaże, a na dziś, po prostu cieszę się jeszcze tą myślą, że nie jestem gringo.

Idę spać, bom padnięty. Dobranoc.
___________________________________

Prostym Dobranoc zakończył się oryginalny wpis, jaki odnalazłem w mych papierowych zapiskach, skrzętnie wówczas notowanych przy  świetle świec.

Candelas
Candelas

Share This