Na wariackich papierach

Właściwie wystarczyło by napisać: „na wariackich papierach„, by w jednym zdaniu zamknąć obecny tydzień. A to przecież dopiero czwartek!

Tyle się dookoła dzieje, że doprawdy nie nadążam z pisaniem czy nawet vlogowaniem, a myśli i tematów ciekawych mnóstwo! Chociaż z tymi vlogami to trochę bym skłamał, nie wspominając o challengu jaki sobie kilka dni temu wymyśliłem…

Postanowiłem sobie, że będę nagrywał codziennie,  przez siedem dni z rzędu (całe szczęście, że nie poniosło mnie bardziej!) jeden filmik w temacie ukulele (wszak ukulele to mój chleb powszedni). Co ciekawe, akcja szybko się rozniosła wśród ukulelowej braci i każdego dnia, pod każdym nowym vlogiem notuję całkiem sporo ciekawych pytań.

To lubię, gdy odbiorca jest aktywny, tym samym wpływa na treść tego się tworzy. Jest relacja, jest wymiana! #UkuleleChallenge

Przyznam się jeszcze do czegoś. Otóż, podczas gdy  nakręcenie vloga, jego montaż i ogólna nad nim praca, wymagają całkiem sporego wysiłku oraz nakładu czasu, to pewna społecznościówka, którą od jakiegoś czasu odkrywam już niekoniecznie…

Chodzi mi o Snatchata! To moje drugiej podejście do tej aplikacji/serwisu. Nawet się nie spodziewałem, że dam Snapowi jeszcze jedną szansę, tak mnie za pierwszym razem irytował. Jednak co tu dużo gadać, irytacja wynikała z ignorancji, mojej oczywiście!

Spotkajmy się na Snapie :)
Spotkajmy się na Snapie 🙂

Snap ma w sobie to coś, co sprawia, że zdaje się być bliższy rzeczywistości. Nie ma miejsca na jakość HD, na przycinanie scen, na jakieś dogłębne reżyserowanie. Jest względne tu i teraz, które po upływie 24h od wrzucenia snapa znika bezpowrotnie (no chyba, że sobie to wcześniej ktoś na dysk zapisze). Dużo spontanu i miejsca zarówno na inspirujące myśli, które przychodzą nagle, jak i bezsensowne trzy po trzy!

Gdy dzień jest zbyt krótki na formy rozbudowane i dopieszczone… po prostu szukaj mnie na Snapie: gniewomirin tam zawsze coś się dzieje!

 

Share This